środa, 5 czerwca 2013

Tajemnica Zielonego Królestwa okiem gracza

Muszę się przyznać, że plakaty Tajemnicy Zielonego Królestwa (w oryginale Epic) niespecjalnie zachęcały do obejrzenia tego filmu. Postaci wyglądały niczym resztki animacji z Dzwoneczka: sekretu magicznych skrzydeł. Po fabule też jakoś nie spodziewałem się niczego zaskakującego - ot kolejna proekologiczna ramotka myślałem - robiona na chybcika lewacka agitka o zbieraniu śmieci i segregowaniu ziemniaków. Film miałem olać, ale: 1 miałem zaległy prezent na dzień dziecka, 2 rozsądna znajoma była na nim z własną Córką i powiedziała, że jest sens iść. No to poszliśmy.

Fabuła
Na pierwszy rzut oka to ratowanie (miniaturowego) świata. Na drugi rzut oka to opowieść o odpowiedzialności, rodzicielskiej miłości i braku zrozumienia międzypokoleniowego. Nic nadzwyczajnego, ale jako że wątek braku zrozumienia międzypokoleniowego rozpisany został na ojca i córkę (żadna zabawopsujka - wiadomo o tym od drugiej minuty filmu), to szczególnie poruszało to moją ojcowską wrażliwość...

Postaci
Głównoplanowe stosunkowo sztampowe. No może poza tym, że główna bohaterka to zwyczajna nastolatka. Żadnych problemów wychowawczych, emocjonalnych czy wrodzonej dupowatości.
Drugoplanowe wyraźnie pisane pod rodziców. Zwłaszcza para ślimaków z obślizgłymi, w przenośni i dosłownie, podtekstami. Pewien mędrzec też jest dosyć nietypowy jak na swoją profesję.
Prawda, że wesoła gromadka?
Po co...
to piszę? Dlatego, że ten film to świetny materiał na grę bitewną! Walki odgrywają w nim istotną rolę i toczone są dosć często. Pierwsza rozpoczyna się gdzieś w okolicach 10 minuty. Wszystkie starcia są poprowadzone bardzo dynamicznie i ze sporym znawstwem. W dodatku walczące frakcje są skrajnie różne: horda Bagiennych skonfrontowana została z elitarnymi Liścianami. Wiem - sztampa fantasy, ale w tym wydaniu jest przeurocza.

Bagienni
Szare potwory uzbrojone i opancerzone w pozostałosci po przeróżnych owadach. Wspomagani magią rozkładu oraz gawronią i nietoperzą kawalerią.
Bardzo przypominają zachowaniem gobliny z Hobbita...

Liścianie
Leśne elfy łucznicy ninja. Czyż może być coś wspanialszego niż koleżka skaczący w zbroi płytowej na wysokość będącą kilkunastokrotnością jego wzrostu?
Ich kawaleria dosiada kolibro-zimorodków z kolcami zamontowanymi na dziobach.
Oczywiście posługują się magią natury.

Inne frakcje
Zostały w filmie delikatnie zarysowane. Krwiożercze myszy i wiewiórki (nie pytajcie). Kartel przestępczy z szefem a'la Jabba the Hutt.
Już te cztery frakcje sprawiłyby, że żaden gracz nie miałby problemów z odnalezieniem się w takim świecie...
Podlać to sosem prostych i dynamicznych reguł, dodać modele jakości LOTR-a/Infinity i hit murowany!
No dobra - żaden hit, ale ja kupiłbym w ciemno.

Przestroga
Jeżeli pójdziecie na seans z dzieckiem, które nie wie czym jest śmierć, to może was czekać ciężka rozmowa po wyjściu z kina.

wtorek, 4 czerwca 2013

Czwarta gra z Łucją

Grę rozegraliśmy w lutym, ale brakowało mi czasu, żeby wrzucić ją na bloga. Teraz nadrabiam.

Nasze siły
Łucja - 5 elfów (dwóch z łukami, reszta z elfickimi ostrzami - Łucja i tak preferuje wersję jednoręczną)
Ja - 6 goblinów z Morii (dwóch z łukami, reszta z bronią ręczną)

Rozstawienie
Nic fenomenalnego poza tym, że chciałem przetestować czy Młoda skusi się, by rozdzielić swoje wojsko (stąd moja luźna formacja). Wcześniej rozmawialiśmy na ten temat i tłumaczyłem Jej, że rozdzielanie wojsk może być dla nich zgubne.

Pierwsza tura
Nudy jak w koszykówce przez pierwsze trzy kwadry i 75% czwartej.
Strzelanie oczywiście nieefektywne - co prawda wydaje się, że jeden z moich goblinów poległ, ale nie - chłopina czai się schowany za ścianą budynku po lewej.

Druga tura
Mała Bestia ustawiła swoich strzelców w oknie korzystając z osłony. Podpatrzyła u Taty...
Strzelanie? Tia...

Trzecia tura
Trzy walki jeden na jeden. Efekt? Jeden padły Elf. No kto by pomyślał. Ja na pewno nie. Liczyłem, że Łucja ubije mi chociaż jednego Goblina.
Czwarta tura
Co się odwlecze to nie uciecze. Elfy uwielbiają walczyć z przeważającymi siłami wroga... Straciłem dwa Gobliny w dwóch walkach. W obu miałem przewagę liczebną.

Piąta tura
Pozostało mi polec z honorem. Tak mi się wydawało. Tymczasem udało mi się wymienić dwa martwe Gobliny na jednego Elfa. Gdyby nie liczba modeli na stole brałbym taką wymianę w ciemno.

Szósta tura
Próbowałem szukać szczęścia w kościach, ale nie wyszło - kolejny martwy Goblin.

Siódma tura
Ostatni Goblin nie miał zbyt wiele do powiedzenia w starciu z trzema Elfami. Starcie było tak krótkie, że mój aparat nie zdążył go uwiecznić...

Pobitewne
Muszę do naszych gier wprowadzić jakieś scenariusze. Mam gdzieś na dysku fanowski dodatek do Mordheim z trylionem scenariuszy i może znajdę w nim coś ciekawego. Jeżeli nie - scenariusz dla kilkulatka nie może być zbyt skomplikowany - sam wymyślę jakieś transportowanie/szukanie skarbu czy inną popierdółkę.
W kolejnych bitwach będzie nieco więcej kolorów...