piątek, 3 lipca 2015

DBA 3.0 czyli opowieść o tym jak Paweł w tropiki ruszył

Śliczna okładeczka DBA 3.0
Zrezygnowany opuszczałem dom rodzinny. Wybierałem się na bój z przeciwnikiem najgorszym z możliwych. Dysponując garstką zaledwie amazońskich chłopów w łuki uzbrojonych potykać się miałem z w stal zbrojnymi rycerzami i ich przeróżnej maści przybocznymi. W dodatku przeciwnik mój znać miał zasady. W odróżnieniu do mnie.
Żonie swej rzekłem, że walka potrwa z góra minut 30 i wrócę niepyszny w rodzinne pielesze. Tymczasem...


Na wstępie okazało się, że dłuższa przerwa w graniu w DBA 3.0 sprawiła, że żaden z nas jakoś zasad tak zbyt dobrze nie pamiętał. W końcu prawie poszliśmy na piwo, ale jednak nie. Zostaliśmy i bój stoczyliśmy (dobra - to już koniec marnych stylizacji na staropolszczyznę).


Rozstawienie
Indianie Amazonii IV/72 to lud pracowity i spokojny (agresywność 0) i byłem pewien, że będą potykać się na swym terenie (tropical) z zawsze zapominam czym gra Paweł (jak się odezwie to poprawię wpis)... Tak też się stało (agresywność mojego przeciwnika wynosiła 3). Jako obrońca wybrałem maksimum możliwego terenu (dwa lasy i trzy bagna - przez losowe rozstawianie terenu jedno bagno nie zmieściło się na stole; na zdjęciu lasy są zielone, a bagna szare). Rozstawiłem się w dwóch liniach z generałem w centrum i dwoma PS na moim lewym skrzydle. Paweł borykając się z radosnym ukształtowaniem terenu pierwszy raz porozbijał swoją armię na grupki (patrząc od mojej lewej: 2xPk na flance; w centrum w lesie 2Bd i 2Bw; obok lasu cała cięższa konnica z generałem; 2 Lh na flance).

Zdjęć brak. Poza jednym na końcu, ale spoglądając na nie można ocenić jak rozwijała się bitwa.

I tura
Paweł rzucił 6 na PiP-y i ruszył większość swej armii do przodu. Flankujące Lh ruszył skrzydłem pragnąc? wbić się w mój obóz, co okazało się brzemienne w skutkach. No ale nie uprzedzajmy.
Będąc pewien, że dostanę w pierdziel ruszyłem jeden oddział Ps i zaszarżowałem do walki z Pk licząc (pomimo stosunku sił 2 do 3), że uda mi się ich chociaż przepchnąć nieco do tyłu. Nie udało się (był remis). Pragnąć zastopować Lh Pawła wysłałem im na przeciw dwa oddziały łuczników.
Ostrzelałem też Bd wychodzących z lasu. Dzięki wsparciu, atakowaniu generałem i takim tam innym rzeczom (jak ta, że Paweł rzucił 1 na wynik walki) musiałem rzucić 3+, żeby ich zniszczyć. Rzuciłem 1. Pomyślałem - no, zaczyna się. Mimo wszystko Paweł musiał ich wycofać, co sprawiło, że wyszli poza zasięg szarży na mojego generała.

II tura
Paweł, dzięki powergamerskim sztuczkom oflankował moich Ps i ich zniszczył. Pomyślałem - no fajnie. Zaczyna się. No dobra - pomyślałem nieco inaczej... Nieważne jak pomyślałem. Ważne, że Pk stali za lasem w z dupy wyjętej formacji i ich ruszenie kosztowałoby Pawła trzy PiPy, co wyłączyło ich z dalszej gry. Utrata Ps za wyłączenie przeciwnikowi całej flanki?  Warto było.
Następnie Paweł schował Bd do lasu i ruszył ciężką konnicę.
Natomiast ja - przejęty nagłym oświeceniem - dostrzegłem, że współczynnik walki Bw przeciwko konnym to 4 (konnych przeciwko Bw to zaś 3). W dodatku dzięki mnogości łuczników w swojej armii oddziały ciągle się wspierają i zmniejszają współczynnik przeciwnikowi (o 1 lub 2). No i zaczęły się fajerwerki.
Najpierw odstrzeliłem pierwszych Lh. Potem złamałem linię konnych.
Z dupy wyjęta formacja Pk.
Nie róbcie tego w domu.
Zdjęcie robione telefonem.
Tury kolejne
Próbowałem odstrzelić kolejnych Lh. Do tego celu wystarczyłoby, bym nie wyrzucił 1. Wyrzuciłem. Potem podobna sztuczka (wyrzucenie jedynki, gdy należało rzucić 2+) udała mi się jeszcze raz i w kolejnych kolejkach Paweł wycofał ich poza mój zasięg.
Potem odstrzeliłem oddział kawalerii. Zwykłymi chłopkami z lasu po prawej.
Potem Paweł dostrzegł, że jednak lepiej jest atakować mnie piechotą.
Odstrzeliłem oddział Bd. Generałem ze wsparciem.
Potem wycofałem się, żeby Paweł nie mógł wykorzystać swoich Bw przeciwko mnie i przygotowywałem się na szarżę konnicy (ustawiałem figurki chyba z piętnaście minut).
Potem rozstrzygnęliśmy strzelanie i... zdjąłem Pawłowi ze stołu kolejnych konnych (Paweł rzucił na rezultat starcia 1 i tym razem moją odpowiedzią nie była już 1). Egzekutorami ponownie byli chłopcy z lasu po prawej.

Robione telefonem. Po walce.
Aparatu nie wziąłem, bo zapomniałem i nie sądziłem, by było co uwidaczniać. 

Rezultat
Zupełnie nieoczekiwany.
4 do 1 dla mnie.
Pierwsza porażka Pawła w starciu ze mną.
Płakał.
Krótko.

Po grze długo sobie pogadaliśmy o:
- DBA,
- gównianym polskim światku wargamingowców,
- nadziejach związanych z Age of Sigmar,
- gównianym polskim światku wargamingowców,
- różnych innych grach,
- gównianym polskim światku wargamingowców,
- itp,
- itd.

Miły wieczór.

Piwa nie było.
Na szczęście.
Bo nie przepadam.

7 komentarzy:

  1. Moja armia to pierwotnie byla Portugalia, ale jako ze Barker zrobil mi psikusa i pozmienial armylisty w DBA 3.0 to teraz gram jakimis tam Kastylijczykami czy innymi Hiszpanami (pewnie wlasnie obrazilem Kastylijczykow, mam nadzieje ze nie czytaja tego bloga). W kazdym razie zeby bylo jeszcze smieszniej to zapodstawkowalem moja druga armie - Bizantyjczykow, w dokladnie taki sam sposob, dzieki czemu mam wieksze pole manewru i moge zlozyc wiecej roznych armii, na czym cierpi oczywiscie ich historycznosc, bo niektore elementy wciskam troche "na sile".

    A co do armii dzikusow z tropikow to okazali sie niezwykle silni, zmasowany ostrzal Bowmenow w momencie gdy moi ludzie nie moga wygrzebac sie z lasu sprawil ze nie mialem szans w tej bitwie, wlasciwie to nawet nie udalo mi sie dojsc zadnym elementem do zwarcia. No i flankowanie Light Horsem bylo bez sensu, bo chlopaki z automatu przegrywaja z Bowmenami 2 do 4.

    Bitwa ciekawa i kolejny raz pokazuje, ze w DBA kazdy element jest przydatny i cos takiego jak powergaming praktycznie nie istnieje, albo istnieje w duzo mniejszym stopniu niz w innych systemach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obaj byliśmy zaskoczeni siłą łuczników. No ale na wyniku starcia zaważyły dwie decyzje:
      1. Moja "wyprawa" Ps, która Ci skutecznie zdezorganizowała skrzydło (z drugiej strony i tak musiałbyś przebijać się na tej flance przez ostrzał, by męczyć się z TZ Ps na koniec)
      2. Twoja eskapada Lh po skrzydle, która i tak skończyła się dla Ciebie szczęśliwie, bo straciłeś tylko jeden oddział, a powinieneś obydwa.

      Łucznicy mają jeszcze jedną zaletą - jest to jedna z najtańszych armii do DBA (nie licząc jakichś pasterzy opartych na samych Ps z części pierwszej podręcznika).

      Bitwa pokazała (nam obu?), że nie tylko Bd, Kn i Cv liczą się w DBA - chyba jednak za rzadko gramy...

      Cenne jest też to, że w końcu do nas dotarło, że niby taka nieliczna, bo ledwie dwunastoelementowa armia do DBA i tak jest dwa razy liczniejsza niż standardowe armie do Warhammera czy Kings of War o Warmachine itp. nie mówiąc.

      Usuń
  2. Są jakieś pozytywy we wprowadzeniu Age of Sigmar? Bo na razie to polski półświatek wargamingowy to jedynie narzeka. Nie żebym się akurat przejmował bo w gry Głównego Wydawcy nie gram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem sporo jest pozytywow, sa darmowe zasady do wszystkich jednostek na stronie GW, sam podrecznik ma tylko 4 strony, mozna kupic dwa pudla i bohatera i od razu zagrac, sama rozgrywka jest tez szybsza.

      Z problemow jakie widze to brak zasad kompozycji armii, mierzenie od modelu a nie od podstawki oraz zasady w stylu "mam dluzsza brode wiec mam przerzuty na moich dwarfach". Na szczescie wszystkie te bolaczki mozna ogarnac zasadami domowymi w 5 minut.

      Mamy w planach za okolo dwa tygodnie zagrac przykladowa bitwe, dogadalismy sie na rozpiski na 60 woundow.

      Ja poki co wbrew powszechnej opinii w internecie jestem bardzo optymistyczny.

      Usuń
    2. W gry GW Kolega nie gra? A Epic nie jest przypadkiem produktem GW...? :)

      AoS wzbudził w nas umiarkowaną radość choćby z tego względu, że zagrał na nosie scenie turniejowej, która nie wyobraża sobie rozgrywki bez punktów. Starzy pierdziele, tacy jak ja, niespecjlanie też mają czas na minmaksowanie rozpisek. Mnie się nie chce roztrząsać czy lepiej jest dać włócznie czy dwuręczne maczugi. W AoS widzę grę do pogadania i pośmiania ze scenariuszami wymyślanymi w locie - ot taki powrót do korzeni, gdy brało się swoją kolekcję figurek i toczyło wojny pomiędzy Komanczami, kosmitami i żołnierzami z 2WŚ (bo akurat to było pod ręką).

      Mnie się te "wąsowe" niuanse AoS akurat podobają - może dlatego, że dzięki mojemu owłosieniu na twarzy wiem, że Paweł nigdy nie będzie miał premii do rzutów. :)

      Usuń
    3. Epic to "był" produkt GW :D. Poza tym jedna gra na rok się nie liczy.

      Usuń
  3. Jednak jedną rzecz graliśmy źle: generał w DBA nie dodaje 1 do strzelania w walce przeciwko oddziałom nieodpowiadającym strzelaniem.

    OdpowiedzUsuń